Chiński Nowy Rok | Świątynia Thean Hou

Upłynął już ponad miesiąc od rozpoczęcia Chińskiego Nowego Roku (Święto Wiosny). Jego data jest ruchoma i przypada zgodnie z tradycyjnym chińskim kalendarzem, między końcem stycznia a lutego. W tym roku Chiński Nowy Rok rozpoczął się 19 lutego.

To rodzinne święto, więc rozrzuceni po świecie członkowie rodziny wracają w tym czasie do swoich domów. W wieczór poprzedzający rozpoczęcie Nowego Roku odbywa się kolacja w rodzinnym gronie i przekazywanie prezentów – głównie koszy z chińskimi art. spożywczymi i pieniędzy (symboliczne kwoty RM2, RM5) w ozdobnych kopertach tzw. hong bao. Później wszyscy wspólnie oglądają w telewizji, transmitowany na żywo, koncert noworoczny i pokaz fajerwerków. Coraz większą popularnością cieszą się organizowane z tej okazji, przez restauracje czy hotele, kolacje a nawet bale, za które trzeba oczywiście odpowiednio zapłacić.

Chiński Nowy Rok świętuje się aż przez 15 dni, a trzy pierwsze są dniami wolnymi od pracy. Zgodnie z tradycją, zamężna kobieta pierwszy dzień spędza z rodziną męża, dopiero drugiego dnia odwiedza swoich rodziców. Trzeciego dnia kontynuuje się spotkania rodzinne lub odwiedza się znajomych. Widać, że tradycja powoli zanika, bo moja koleżanka Chinka nie wiedziała co następuje każdego dnia. Wspomniała jeszcze, że 7. dnia wszyscy ludzie obchodzą urodziny, a szyję dziecka owija się nitką makaronu, co ma wróżyć mu długie i zdrowe życie. Ostatni, 15. dzień to festiwal latarni oraz chińskie walentynki, które raczej są formą zabawy niż faktycznie mają na celu skojarzenie par. Dziewczyny na mandarynkach zapisują swój numer telefonu i wrzucają je do rzeki, a zadaniem chłopaków jest wyłowienie mandarynki i zatelefonowanie pod wskazany numer (ominęło nas to wydarzenie, bo akurat wtedy byliśmy w Kambodży).

Obchodom Chińskiego Nowego Roku towarzyszą bogate dekoracje, przystrojone czerwonymi latarniami ulice i świątynie. Na mieście, na osiedlach, jak i w centrach handlowych organizowane są charakterystyczne tańce lwów. W tym czasie odbywa się dużo darmowych imprez z bogatym programem artystycznym i bezpłatnym jedzeniem np. przy galerii ARCH na Placu Merdeka.

W biurach, sklepach i restauracjach często goszczą lwy, bo ich taniec przynosi szczęście i pieniądze w nowym roku.

Taniec lwa, to dopracowany układ choreograficzny. Na jednego lwa składają się dwie osoby, których ruchy w czasie tańca muszą być idealnie ze sobą zsynchronizowane. Najtrudniejszą formą tańca jest skakanie po małych platformach na metalowych słupach:

Drugiego dnia Chińskiego Nowego Roku pojechaliśmy do największej chińskiej świątyni w KL, do której nigdy wcześniej nie było nam po drodze. Do świątyni Thean Hou przyjechaliśmy idealnie na rozpoczynający się pokaz tańca lwów w rytm niemalże ogłuszających werbli i talerzy perkusyjnych. Następnie weszliśmy do sali bankietowej, gdzie po nudnej części oficjalnej (po chińsku, Chińczycy też ziewali) nadszedł czas na pokaz akrobacji, zakończonych losowaniem koszy, rozdawaniem kopert z symbolicznymi sumami oraz napojów i mandarynek.

Miejsce do modlitw w Świątyni znajduje się na najwyższym poziomie, skąd też rozpościera się ładny widok na centrum KL. Bogato zdobiona Świątynia dodatkowo tonęła w czerwonych lampionach.

Na parterze Świątyni są sklepy z pamiątkami i kilka punktów gastronomicznych, których byśmy się tam nigdy nie spodziewali.

W ogrodzie przed Świątynią rozstawione są figury odpowiadające chińskim znakom zodiaku. Musieliśmy tylko odnaleźć nasz rok urodzenia i okazało się, ze Alex jest szczurem, a ja bawołem…

Każdy rozpoczynający się rok jest podporządkowany jednemu z 12 znaków zodiaku. Rok 2015 jest rokiem 羊 Owcy/Kozy (w zależności od tłumaczenia). Owca sprzyja aktywnym i kreatywnym ludziom, którzy w 2015 mają dużą szansę na sukces. Co więcej, owca lubi pokój i harmonię, co ma symbolizować zakończenie wojen na świecie.

Reklamy

Urodzinowe prezenty: Bukit Tinggi i Sanktuarium Słoni

Listopad to miesiąc w którym przypadają nasze urodziny. Jeżeli urodziny, to i prezenty… u nas od lat najlepiej sprawdzają się wspólne wyjazdy 🙂 W piękny słoneczny dzień, oddaliliśmy się o 55 kilometrów od KL, a tam czekały na nas same niespodzianki!

Miejscowość Bukit Tinggi to synonim ciszy i spokoju. Zameldowaliśmy się w hotelu The Chateau otoczonym zalesionymi wzgórzami. Po zachłyśnięciu się pięknymi widokami trafiliśmy do parku linowego. Bez wahania zdecydowaliśmy się na najdłuższy w Azji, kilometrowy, zjazd na linie w lesie deszczowym (Flying Fox). Żeby nie było za łatwo, w pierwszej kolejności musieliśmy pokonać chwiejny most zawieszony kilkanaście metrów nad drogą. Następnie udaliśmy się w kierunku platformy, na którą wdrapaliśmy się po konarze. Później poszło już gładko, instruktor szybko nas przeszkolił, sprawnie przepiął zabezpieczenia i już jedno po drugim lecieliśmy przez las deszczowy z prędkością do 100 km/h. Nie byliśmy świadomi kolejnego etapu. Okazało się, że oczywiście musimy wrócić do punktu wyjścia. Jedyną drogą było pokonanie mostu linowego i wspięcie się, kilkadziesiąt metrów po zawieszonej na drzewie drabinie, na kolejną platformę. Powrotny zjazd wspominamy najlepiej, ponieważ równolegle zawieszone były 2 linki, które umożliwiały wspólny powrót 🙂

Kolejne atrakcje nie wymagały już od nas wzmożonego wysiłku fizycznego. Podstawione przez hotel auto z kierowcą zawiozło nas 3500 stóp powyżej poziomu morza. Po drodze zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby z bliska podziwiać skaczące po drzewach ogromne małpy. Na samej górze poza pięknym widokiem mieliśmy okazję zobaczyć ogród japoński oraz botaniczny. Najpierw przespacerowaliśmy się po zadbanym japońskim ogrodzie, w którym stał typowy japoński domek, a panie w kimonach parzyły herbatę.

Po wejściu do ogrodu botanicznego przysiedliśmy na godzinkę w japońskiej restauracji. Kiedy zregenerowaliśmy siły poszliśmy podziwiać egzotyczną roślinność w ogrodzie botanicznym. Co rusz słychać było szum drzew, nie z powodu wiatru, ale za sprawą małp, których skoki znowu mogliśmy obserwować – małpom nie zawsze udawało się dobrze przekalkulować odległości i spadając chwytały się każdej możliwej gałęzi.

Późnym popołudniem wróciliśmy do hotelu, gdzie na dobre zakończenie dnia udaliśmy się do SPA.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy przepysznym organicznym śniadaniem, po którym spakowaliśmy się i poszliśmy do, znajdującej się nieopodal naszego hotelu, wioski francuskiej (French Village). Między wzgórzami zbudowano osadę we francuskim stylu: hotel, kilka restauracji i kawiarni, kino 6D i wiele atrakcji dla dzieci. Całość wygląda sztucznie i nieco kiczowato, co jednak idealnie wpasowuje się w gusta Malezyjczyków. Nie spędziliśmy tam dużo czasu, bo nagle się zachmurzyło i szybko udaliśmy się w kierunku parkingu.

Po minięciu tysięcy palm, a dokładniej godzinie spędzonej w samochodzie, dotarliśmy do najbardziej przez nas wyczekiwanej atrakcji, czyli Sanktuarium Słoni w Kuala Gandah (Kuala Gandah Elephant Sanctuary). Wstęp był bezpłatny, jednak każdy dobrowolnie mógł przekazać dowolną kwotę na rzecz Sanktuarium. Do Sanktuarium trafiają słonie, które z różnych powodów musiały zostać przeniesione z zamieszkiwanych przez nie terenów, np. podczas poszukiwania jedzenia zostały złapane na plantacjach, bo w związku z rozwojem rolnictwa ich wcześniejsze tereny żerowania uległy radykalnemu zmniejszeniu. Słonie azjatyckie należą do gatunków zagrożonych wyginięciem, dlatego ludzie są edukowani, aby nie ranić, ani nie zabijać tych zwierząt, a od razu kontaktować się z odpowiednią instytucją w celu ich złapania. Zwierzęta trafiają do Sanktuarium, gdzie są rehabilitowane i w późniejszym czasie przenoszone do parków narodowych np. Taman Negara. Sanktuarium jest niewątpliwie atrakcją turystyczną, jednocześnie dąży do zwiększenia świadomości ludzi dotyczącej sytuacji słoni m.in. przez projekcję filmów w znajdującej się na jego terenie sali kinowej.

W sanktuarium widzieliśmy malutkie słonie, zaledwie 6-miesięczne, jak i duże, przeszło 40-letnie.  Na miejscu każdy turysta może kupić fistaszki, banany i trzcinę cukrową, aby do woli karmić te przeurocze zwierzęta. Karmienie słoni sprawiło nam ogromną radość. Ich trąby, zbudowane z kilkudziesięciu tysięcy mięśni, z niezwykłą sprawnością chwytały pokarm. Słoń azjatycki w odróżnieniu od słonia afrykańskiego ma mniej mięśni w trąbie, nie łapie jedzenia samą jej końcówką, lecz zawija je w trąbę. O godzinie 14:00 odbywa się kąpanie słoni w rzece przepływającej przy Sanktuarium. To jedna z nielicznych okazji kiedy można tak bardzo zbliżyć się do tego ogromnego zwierzęcia i go wykąpać. Niestety w dniu naszej wizyty poziom wody w rzece był na tyle wysoki, że poza słoniami, tylko pracownicy Sanktuarium mogli do niej wejść. Nam pozostało jedynie z ciekawością przyglądać się kąpieli w czasie której nieraz z trąb pryskała woda 🙂 Po kąpieli nadszedł czas na krótkie show przedstawiające mieszkańców Sanktuarium oraz wykonywane przez nich najprostsze sztuczki np.: zgięcie nogi w taki sposób, aby opiekun mógł wejść na grzbiet. Nasz urodzinowy weekend zakończyliśmy obiadem w Jumbo Cafe i jeszcze bardziej rozkochani w słoniach ruszyliśmy w stronę KL.

Najlepszym prezentem oczywiście była pogoda 🙂

Co wypada, a czego nie wypada w Malezji

Trzymaj się lewej!

Nie tylko ruch samochodów w Malezji jest lewostronny, idąc chodnikiem czy stojąc na ruchomych schodach, należy trzymać się lewej strony, aby innym umożliwić wolne przejście. Opanowanie zasady lewej strony w ruchu pieszych szybko wchodzi w krew, gorzej z jazdą autem – tylko 50% z nas czuje się pewnie na malezyjskich drogach 🙂

Zasada prawej dłoni!

Kontynuując „lewy” temat, dobrze jest pamiętać o nieużywaniu lewej dłoni, która przede wszystkim w kulturze hinduskiej, postrzegana jest jako brudna. Lewa ręka była i jest używana do codziennej higieny i właśnie dlatego jest nieczysta. Nie powinno używać się tej dłoni do jedzenia, a także podawania np. pieniędzy czy dokumentów.

Łyżka i widelec!

Głównie w lokalnych restauracjach, tzw. mamak, zdobycie noża w celu zjedzenia posiłku może okazać się niemożliwe. W Malezji i innych azjatyckich krajach rolę noża zastępuje łyżka. Na początku sceptycznie podchodziliśmy do azjatyckiego zamiennika noża, lecz na chwilę obecną staliśmy się prawdziwymi fanami łyżki.

Po jedzeniu beknij!

Zachowanie, które w Europie uznawane jest za niekulturalne, w Malezji ma zupełnie inny wydźwięk. Głośne beknięcie po posiłku to komplement dla gospodarza oznaczający, iż jedzenie było smaczne. W Malezji beknięcia można usłyszeć wszędzie: na ulicy, na poczcie, składając zamówienie w mamaku, w autobusie… w dalszym ciągu trudno nam się do tego przyzwyczaić.

Śmiało pytaj o wiek!

Chyba nie ma drugiego kraju na świecie w którym tak otwarcie pyta się o wiek. Poznając nową osobę zaraz po pytaniu o imię, narodowość lub wzrost, pada pytanie o wiek. Należy pamiętać, że w innych azjatyckich krajach takie pytanie jest uznawane za niegrzeczne.

Zdejmij buty!

Odwiedzając znajomego w jego domu, przed wejściem do mieszkania, należy bezwzględnie zdjąć buty. Przez pozostawienie obuwia przed drzwiami okazuje się szacunek gospodarzowi.

Przez dłuższy czas szukaliśmy mieszkania, w trakcie oglądania mieszkań zawsze musieliśmy zdejmować buty, niezależnie od stanu czystości podłogi… odwiedzenie kilku mieszkań, kończyliśmy szorowaniem stóp.

To co każda kobieta pokocha w Malezji, to szafa na buty. Ogromna szafa znajduje się z reguły przy wejściu do mieszkania i jest w stanie pomieścić kilkadziesiąt par! 🙂

Uśmiechaj się i rozmawiaj!

Malezyjczycy są otwarci i bardzo pozytywnie nastawieni do obcokrajowców, z reguły nieśmiało zadają pytania np. o zimę. Poza tym często się uśmiechają i nie ma też nic dziwnego w sytuacji, kiedy mijając obcą osobę na chodniku nagle usłyszymy „dzień dobry”. Gdy stojąc w korku nawiążemy kontakt wzrokowy z kierowcą obok, możemy być przekonani, że zamiast kwaśnej miny wyrażającej „czego?”, po prostu się do nas uśmiechnie 🙂

Tylko panie!

W Malezji jeżdżą specjalne, różowe autobusy i wagony w pociągach przeznaczone tylko dla kobiet. Oficjalnie zostały wprowadzone w celu walki z molestowaniem seksualnym (brak informacji o jakichkolwiek przypadkach). Z doświadczenia i perspektywy kobiety, podróżowanie różowymi wagonami jest po prostu bardziej komfortowe ze względu na dostępność wolnych miejsc, w porównaniu z zatłoczonymi koedukacyjnymi wagonami. Nie ma takiej możliwości, aby mężczyźni przez pomyłkę wsiedli do wagonu dla pań, bo różowe oznaczenia z daleka widoczne są na zewnątrz jak i wewnątrz wagonu. Upartych panów, którzy mimo wszystko kontynuują podróż w „niedozwolonym” wagonie, wcześniej czy później, wyprosi konduktor. Nawet perony mają specjalnie wyznaczone strefy w których zatrzymują się różowe wagony.

Różowe są też parkingi w centrach handlowych, wjazd oczywiście tylko dla pań. Parkingi te są lepiej monitorowane i powstały z myślą o ochronie kobiet przed atakami złodziei.

Zakazy, zakazy i zakazy!

W metrze, pociągach, na ulicach, w taksówkach, centrach handlowych – wszędzie tam można natknąć się na liczne zakazy. Począwszy od zakazu palenia, jedzenia i śmiecenia, przez zakaz żucia gumy, kończąc na ograniczeniu wprowadzania psów oraz wnoszenia duriana. Z obserwacji możemy potwierdzić, że zakazy te są przestrzegane. Kara za nieprzestrzeganie zakazów to z reguły RM500.

Najlepiej ograniczać okazywanie sobie uczuć w miejscach publicznych, aby nie urazić czyichś uczuć religijnych. Niewskazane są nieprzyzwoite zachowania, tj. publiczne całowanie i przytulanie, ale trzymanie się za ręce jest powszechnie akceptowane. Na ulicy często można spotkać spacerujące muzułmańskie pary, które trzymają się za ręce.

Upewnij się przed wejściem do toalety!

Wyznawcy islamu zobowiązani są każdego dnia do pięciokrotnej modlitwy. W tym celu w ogólnodostępnych miejscach (np. stacje metra, uczelnie, lotniska, centra handlowe, parki) znaleźć można specjalnie wydzielone miejsca do modlitw. Sale najczęściej zlokalizowane są w pobliżu toalet, dlatego należy zwrócić szczególną uwagę na logo znajdujące się przy drzwiach. Przypadkowe wejście przez osobę nie będącą muzułmaninem do pokoju modlitw byłoby ogromnym faux pas.

Bierz torebki foliowe jak dają!

Krótko po przyjeździe, idąc do sklepu nawet po najmniejsze zakupy, wracaliśmy ze sporą ilością reklamówek. W Malezji panuje zwyczaj pakowania zakupów przez obsługę i zaklejania ich taśmą z logo sklepu. Nawet przy trzykrotnym powtórzeniu „dziękuję, nie potrzebuję foliowej torebki” pracownik marketu nie ustąpił i spakował jedną małą rzecz do reklamówki, podając ją z uśmiechem na twarzy i mówiąc, że „przecież są za darmo”… Denerwowały nas wręcz magazynowe ilości folii, więc ucieszyliśmy się kiedy przyjechał kontener z naszymi rzeczami z Polski, a w nim m.in. ekologiczne torby. Zadowoleni wybraliśmy się na duże zakupy, przy kasie spędziliśmy dłuższą chwilę, bo kasjer na każdy produkt, który wkładał do naszych materiałowych toreb, musiał nakleić logo sklepu z informacją, iż za produkt zapłacono. Z dwojga złego wolimy dłużej postać przy kasie.

Sobota jest dniem ekologicznych zakupów, tego dnia foliowe torebki nie są bezpłatne, trzeba za nie zapłacić 20 sen. Akcja ta ma propagować używanie toreb wielorazowego użytku. Niestety porównując zwykły dzień z sobotą, sytuacja ma się tak samo, podczas zakupów nie zaobserwowaliśmy nigdy więcej niż maksymalnie jedną osobę z materiałowymi torbami.

Kupując różnego rodzaju produkty spożywcze, głównie słodycze, nawet w 200 gramowych opakowaniach, po ich otwarciu w środku znajdujemy mniejsze porcje zapakowane w folię. W folii znajdujemy kolejną folię i tak generuje się sterta śmieci.

Znane w Malezji targi z jedzeniem, mają jeden ogromny minus, są niesamowitymi producentami śmieci. Kupując kilka dań przy różnych stoiskach, nikt nie pyta czy potrzebujemy torebkę foliową. Dania pakowane po zamówieniu, podawane są klientowi od razu w reklamówce, a w niej znajdziemy jeszcze sosik w woreczku foliowym szczelnie zamkniętym gumką. Niekiedy ilość folii jest większa od ilości jedzenia.

Kwiaty na otwarcie

Zwyczajem jest wysyłanie kwiatów z gratulacjami do nowo otwartych restauracji i sklepów. Często jest to kilkanaście, bądź nawet kilkadziesiąt bukietów, które eksponowane są przy wejściu do nowego lokalu.