Malajskie wesele

W ubiegły weekend odhaczyliśmy kolejny punkt na naszej liście rzeczy do zrobienia w Malezji.

Zgodnie z zaproszeniem, pierwszego dnia lutego stawiliśmy się na tradycyjnym malajskim weselu. Sytuacja ta wymagała od nas drobnych przygotowań, głównie doinformowania się co i jak:

Ubiór: panie powinny zadbać o zasłonięcie nóg i ramion. Panów nie obowiązują żadne reguły – styl dowolny: dozwolone są nawet klapki, jeansy i t-shirt, a krawat absolutnie nie wchodzi w grę.

Prezent: wyłącznie kasa, średnio RM100 od pary. Nie ma zwyczaju kupowania kwiatów. Tylko najbliższa rodzina przekazywała paczki opakowane w ozdobny papier.

Miejsce: osiedle domków jednorodzinnych. Na specjalnie zamkniętej z tej okazji ulicy przy domu Pani Młodej, rozstawiony został duży namiot wraz ze stolikami dla gości. Dzień był piękny, niebo było bezchmurne, co niewątpliwie jest marzeniem każdej pary w dniu ślubu, ale w Malezji jest tak na co dzień, więc nikt poza nami nie przywiązywał większej wagi do pogody.

Ceremonia: a to niespodzianka, nasza Młoda Para, wcale nie była dopiero co upieczonymi małżonkami. Ślub wzięli 2 tygodnie wcześniej w obecności najbliższej rodziny. Zgodnie z tradycją wesele dla reszty krewnych i znajomych odbywa się w późniejszym terminie.

Muzułmanie w Malezji coraz częściej odchodzą od tradycji oddzielnego świętowania przez kobiety i mężczyzn. W krajach arabskich panna młoda „bawi się” na innej sali niż pan młody, każde z nich w towarzystwie tylko tej samej płci. Na weselu w którym uczestniczyliśmy nie było takiego podziału, jednak starsze osoby wspominając swój ślub mówiły, że taka sytuacja miała u nich miejsce.

Na zaproszeniu jasno został wskazany czas trwania imprezy od 11:00 do 16:00. Mieszkając od kilka miesięcy w Malezji wiedzieliśmy, że godzina rozpoczęcia nie jest w żaden sposób wiążąca, co więcej raczej nie wypada pojawić się punktualnie. Umówiliśmy się z kilkoma osobami (Malajami) o 12:00. Przyjechaliśmy o 12:05, nikogo nie było. Pojechali bez nas? Niemożliwe… jeszcze nawet nie przyjechali. Po 10 minutach pojawiła się jedna osoba, a co z resztą? Mówili, że są w drodze, co tłumacząc na realny język oznacza ni mniej ni więcej, że jeszcze nawet nie wyszli z domu.

Około 12:20 zaparkowaliśmy w pobliżu domu Pani Młodej. Pod ogromnym namiotem był już niemały tłok. Zgodnie z planem o 12:30 miała pojawić się Młoda Para, ale że Malezja to Malezja, to też nic nie może wydarzyć się o czasie. Para kazała poczekać na siebie jeszcze przeszło kwadrans, czego tak naprawdę nikt nie miał za złe. Od rozpoczęcia wesela do czasu, gdy Młodzi uraczyli gości swoją obecnością minęły prawie 2 godziny, w międzyczasie ludzie już jedli i rozmawiali. Było też karaoke, każdy chętny mógł zaśpiewać piosenkę, odważnych nie brakowało, a to wszystko w południe i bez kropli alkoholu oczywiście. Ze względu na umiłowanie Malajów do jedzenia byliśmy przekonani, że ilość potraw na polskich weselach była tylko niewielką cząstką tego z czym przyjdzie nam się zmierzyć w Malezji. Na miejscu okazało się, że w menu były 2 rodzaje ryżu do tego kurczak, wołowina, pikantny gotowany ananas oraz warzywa, wszystko dostępne w formie bufetu. Było także stoisko z kolorowymi deserami oraz słodkimi napojami. Po nałożeniu jedzenia goście udawali się do rozstawionych plastikowych stolików. Na stolikach nie było wskazanych imiennie miejsc z tego względu, że na wesele zaproszonych było kilkaset osób. Każdy siadał tam, gdzie akurat było wolne krzesło i takim sposobem, kiedy jedliśmy obiad, wokół nas co chwilę zmieniały się osoby.

Akurat skonsumowaliśmy obiad, gdy z domu wyszła piękna Pani Młoda. Miała na sobie jasną, zdobioną suknię. W towarzystwie dwóch druhen przeszła między stołami w kierunku wejścia do namiotu. Przed namiotem, przy akompaniamencie bębnów, czekał Pan Młody wraz z rodziną. Bez zgody Pani Młodej nie mogli przekroczyć wejścia, dlatego Pani Młoda oficjalnie musiała przywitać swojego męża i cały orszak. Kolejnym etapem było przemaszerowanie małżonków wzdłuż stołów, na sam przód namiotu, gdzie ustawione były ogromne fotele. Para młoda zasiadła na „tronie”, gdzie przyjmowała błogosławieństwa oraz dary od najbliższej rodziny.

Goście weselni otrzymywali sztuczne kwiatki z przytwierdzonymi do nich gotowanymi jajkami, które są symbolem płodności. Para rozdaje je, aby w przyszłości cieszyć się gromadką dzieci. Z racji tego, że byliśmy niejako jedną z atrakcji na ślubie, traktowano nas w uprzywilejowany sposób – otrzymaliśmy w sumie aż 4 jajka. Udało nam się też bez kolejki zrobić zdjęcie z Parą Młodą, rodzicami Pani Młodej i jej siostrą. Dużo osób przyglądało nam się ukradkiem, a niektórzy nieśmiało prosili o wspólne zdjęcie – po zgodzie z naszej strony na ich twarzach pojawiał się wielki uśmiech 🙂

Na weselu zabawiliśmy najdłużej ze wszystkich, bo aż 3 godziny, gdzie średnia odwiedzin przez gościa wynosiła ok. 30-45 minut. Ludzie co chwilę wychodzili, a na ich miejsce przychodzili inni. Znajomi Alexa z pracy pojawiali się o różnych porach i zaraz po przywitaniu się każdy pytał czy już jedliśmy 🙂 Na odchodne wszyscy goście otrzymywali paczuszkę z przekąską i napojem, zapewne na wypadek gdyby przypadkiem zgłodnieli w drodze do domu.

Na sam koniec wspomnę szybko o rozwodzie, o który mężczyzna może wystąpić w każdym momencie, zależy od jego widzimisię. Kobieta z kolei zawsze musi mieć powód i mocny dowód, jak np.: mąż nie jest w stanie utrzymać rodziny.

Bardzo cieszyliśmy się z możliwości wzięcia udziału w muzułmańskim weselu i zdobycia nowego kulturalnego doświadczenia. Po godzinie 15. podziękowaliśmy za zaproszenie i pożegnaliśmy się z miłymi gospodarzami. Byliśmy po weselu, mimo to czekało na nas jeszcze całe leniwe popołudnie, a następnego dnia nie trzeba było leczyć kaca 🙂

Reklamy

The Chateau Resort, Bukit Tinggi, Malezja

Szukając chwili wytchnienia od zatłoczonego Kuala Lumpur najlepiej udać się do Bukit Tinggi/Berjaya Hills. Dojazd do tego spokojnego miejsca zajmuje niecałą godzinę. Z dala od zgiełku wielkiego miasta, wśród zielonych wzgórz, położony jest resort The Chateau. Pobyt w tym hotelu to czysta przyjemność, od razu po wejściu do hotelu wiedzieliśmy, że będzie bardzo udany. Formularz dla gości wypełniliśmy siedząc wygodnie w przewiewnym barze i popijając powitalny, świeżo przygotowany smoothie. Następnie zostaliśmy poprowadzeni do recepcji, nad którą górował ogromny kryształowy żyrandol. W czasie, kiedy nasze bagaże były w drodze do pokoju, recepcjonistka oprowadzała nas po hotelu. Na terenie hotelu znajduje się basen z morską wodą, kilka restauracji, bar, kawiarnia, biblioteka, spa, siłownia. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do naszego pokoju, w którym czekała na nas słodka niespodzianka – ręcznie robione, organiczne czekoladki.

Pokój był bardzo ładnie urządzony, a przestronna łazienka zaprojektowana w jasnych kolorach. Na środku pokoju znajdowało się duże, wygodne łóżko z przyjemną, miękką pościelą. Na niewielkiej powierzchni, która jednak w trakcie tak krótkiego pobytu nie była dla nas dyskomfortowa, ukryte były wszystkie niezbędne urządzenia, standardowo znajdujące się na wyposażeniu 5* hotelu (czajnik, lodówka, sejf).

Gdy w recepcji wspomnieliśmy, że jesteśmy zainteresowani zwiedzeniem okolicy od razu zostaliśmy poinformowani o jej atrakcjach, a następnie zaproponowano nam wygodne auto hotelowe wraz z kierowcą. Bez dodatkowych kosztów, kierowca zawiózł nas do wskazywanych przez nas miejsc. Ze względu na niewielką odległość za każdym razem wracał do hotelu, aby obsłużyć innych gości. Gdy chcieliśmy już wracać, wystarczyło udać się np. do sklepu, a obsługa bez problemu kontaktowała się z hotelem, aby kierowca nas odebrał. (O tym co zobaczyliśmy w Bukit Tinggi KLIK)

Na zakończenie dnia odwiedziliśmy SPA, gdzie profesjonalny personel zadbał o relaksujący masaż.

W hotelu serwowane jest organiczne jedzenie, śniadanie było prawdziwą ucztą. Szeroki wybór małych przekąsek, które nie dość, że były pyszne, to bardzo ładnie wyglądały. Takie śniadania bardzo lubimy, mogliśmy spróbować wszystkiego po trochu. Śniadanie zjedliśmy w pięknym otoczeniu basenu i drzew, po których co chwilę skakały małpy.

Budynek hotelu stylizowany jest na średniowieczny zamek, co niestety wygląda nieco tandetnie. Wystarczy jedynie przymrużyć oko na zewnętrzny wygląd i rozkoszować się spokojem oraz czerpać przyjemność z odpoczynku w tym świetnym hotelu.

Ocena końcowa: 9/10

Pobyt: listopad 2014 r.